sobota, 16 marca 2013

Pragnienie jedenaste (ostatnie).




                        Stoję. Stoję na ślubnym kobiercu. Wiem, że to ironicznie brzmi, ale dokładnie tak jest. Stoję w białej, długiej sukni. Ledwo łapię powietrze, a mam gorset. Stoję na końcu czerwonego, kościelnego dywanu. Na samym jego początku jesteś Ty. Wyglądasz znakomicie. Czarny garnitur i ten uśmiech. Obok Ciebie stoi Dragan, za Draganem - Ivan. Kościelne, drewniane ławki wypełniają inni zawodnicy z drużyny narodowej, drużyny lokalnej, lecz nie ma go. Nie ma Kovara, który wyjechał. Nikt nie wie, gdzie teraz gra. Nikt nie miał o nim wieści i powoli zaczynałam trochę panikować, czy aby nic mu się nie stało. Aczkolwiek uspokoił mnie fakt przysłanej pocztówki. Sadząc po stemplu pocztowym musiał przebywać na północy. A może odwiedził Polskę?
                -Miłość łaskawa jest. – słyszę czytanie z ambony. – Miłość nie zazdrości. Nie szuka poklasku.
Spoglądam na Ciebie. Jesteś spokojny jak nigdy wcześniej. Trzymasz moją dłoń i już nie puszczasz, aż do końca uroczystości. Potem ślubne przyjęcia. Nie jest takie przesadne, lecz oczywiście Twoi koledzy nie pozostawią picia i wreszcie przekonali się do polskiej wódki.
                -O nie. – mruczę w toalecie. – Tylko nie teraz. – Staram się uspokoić oddech. – Jeden, dwa, trzy. – Wreszcie dochodzisz do mnie.
                -Kochanie.
                -Cristian zaczyna się. – odpowiadam i chwytam Cię za rękę.
Tak kochanie, zaczyna się. Za chwile pojedziemy do szpitala, za chwilę będziesz wyczekiwał jedenaście bitych godzin, zamiast na weselnej sali na oddziale położniczym jednego z macerackich szpitali. Tak jak lekarz nakazał oddycham głęboko, prę i znów oddycham.
                -Jezu. – krzyczę nie przerywając parcia. – No wyłaź do jasnej ciasnej nędzy.
                -Spokojnie. – chwytasz moją rękę.

                         Głos płaczu. Głos szczęścia. Nieprzespane noce, szczęśliwe, pracowite dni. To wszystko, co przeżywam zdaje się być dobrem wobec urodzenia dwójki małych brzdąców. To dziwne, ale do samego porodu było wiadomo, że będzie tylko jedno dziecko. Miała być mała Klara, ale w ostatnim momencie wyskoczył także mały Alessandro.
                -Mamo, bo Aleks nie chce wziąć mnie na piłkę! – słyszę głos małej brunetki z dwoma kucykami. – To nie fair.
               -A ona nie chciała mi dzisiaj swoich słuchawek pożyczyć!
   -Trzeba było nie zgubić pacanie! – warknęła.
               -Dosyć tego. – staram się ich uspokoić. – Idźcie do ojca załatwiać swoje spory.
I tak było codziennie. Codziennie także siadałeś wieczorami przy mnie. Głaskałeś moją głowę, całowałeś nos, policzki i usta.
                Tak Cristianie zakochaliśmy się, a nasza miłość dojrzewała powoli.


KONIEC.


__________________________________


Nie mogłam postąpić inaczej i mimo, iż niektóre z Was uważały, że Tośce coś odbiło.
Nie mogłam, po prostu nie Cristianowi. Niech się chłopina cieszy z happy endu :)

Dziękuję każdej za czytanie tego czegoś. Pragnienie dawało mi dużo radości.
Krótko być musiało, nie planowałam wielu rozdziałów.
Po prostu pisanie dwudziestu kilku odcinków to nie dla mnie.
W każdym bądź razie nie dla mojej jakiejś tam twórczości. 

Proszę, aby każdy kto czytał to Pragnienie pozostawił chociaż tutaj swój ślad, że był.
Nawet nie wiecie, jak to uszczęśliwia :)


Koniec pragnienia, lecz początek grzechu. 
Zapraszam wszystkich zainteresowanych na ZBYT GRZESZNI.
i debiut z pierwszym rozdziałem, tam właśnie tam. :)